Wina domowej roboty

Jak się wkrótce przekonamy, wina domowej roboty można wyrabiać z niezliczonej ilości składników – kwiatów, owoców, nasion, miodu, liści i warzyw. Jednak doświadczenie uczy, że najlepszy rezultat zwykle osiąga się, stosując przepis, w którego skład wchodzą owoce (w przeciwnym wypadku gotowy produkt może stracić swój charakterystyczny winny smak). Później można wprowadzać inne składniki, ale na początku należy dobrze poznać rzemiosło, aby w przyszłości eksperymentować i dowolnie zestawiać produkty.

W Wielkiej Brytanii domowy wyrób win z dostępnych owoców, warzyw i innych płodów ziemi, słodzonych miodem, to wielowiekowa tradycja. Jednak pierwsze oznaki zaniku tej tradycji zaobserwowano, gdy pod panowanie brytyjskie dostał się region Bordeaux i przez wiele lat na rynku dominowały wina francuskie, co spowodowało, że domowa produkcja stała się domeną biedniejszych warstw społecznych. Potem zaczęto importować wina z Portugalii, z którą Wielka Brytania zawarła układ handlowy. W XVIII wieku import cukru spowodował znaczny spadek cen na wyroby alkoholowe i większą ich dostępność dla klasy pracującej. Z tym z kolei wiązało się zmniejszenie produkcji miodu i znaczny wzrost podaży piwa słodowego. W obliczu bardzo znaczącego spadku rodzimej produkcji wina to naprawdę wielkie szczęście, że nasi przodkowie zachowali stare receptury, które dały podstawę produkcji wielu gatunków współczesnych win.

Wielu z was słyszało zapewne historie o rozwiniętych tradycjach winiarskich w czasach pradziadów. To nieprawda! Współczesne odmiany drożdży i technologie są obecnie o wiele bardziej zaawansowane niż kiedyś. Po prostu niska cena alkoholi wysokoprocentowych w przeszłości pozwalała na wzmacnianie wina brandy. Te czasy jednak minęły, więc jeśli chcemy, aby nasze wina były tak mocne jak niegdyś, musimy sami o to zadbać, starannie kontrolując zawartość cukru i używając odpowiednio dobranych odmian drożdży, aby utrzymać niskie koszty produkcji.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat rzemiosło winiarskie bardzo się rozwinęło. Wyhodowano nowe odmiany drożdży, poprawiły się metody klarowania i filtrowania; dzięki lepszej aparaturze i większej wiedzy na temat kontroli zawartości alkoholu w napojach możemy produkować tzw. wina o konkretnym przeznaczeniu, np. aperitify, wina stołowe, deserowe, musujące, a nawet likiery.

Początki produkcji wina

Zanim przejdę do omawiania potrzebnego sprzętu, chciałbym wspomnieć krótko o początkach sztuki wytwarzania wina. Gwarantuję, że będzie to wiedza interesująca, choć niekoniecznie sprawdzona. Nie zamierzam dyskutować na temat określenia, że wino jest najwspanialszym darem od Boga, bo zaiste pite w rozsądnych ilościach wspomaga trawienie i dostarcza organizmowi wielu cennych składników.

Według legendy pierwszy król Persów Jamshed, wnuk Noego, bardzo lubił winogrona. Gdy zestarzał się i stracił wszystkie zęby, rozkazał swoim sługom, by wyciskali z nich sok, którym mógłby się rozkoszować. Pragnął pić sok również w czasie zimowych miesięcy, więc kazał go przechowywać w wielkich kadziach. Jednak po kilku dniach stwierdził, że jego ulubiony napój zmienił kolor i smak – stał się gorzki. Bardzo się zasmucił, pomyślał bowiem, że sok się zepsuł i stał się trujący. Aby nikt go więcej nie pił, polecił wstawić kadzie do piwnicy, zaryglować drzwi i opatrzyć napisem „trucizna”.

Niedługo potem zachorowała jego ulubiona służąca. Cierpiała na bardzo silne bóle głowy, które nie pozwalały jej spać i sprawiały, że chciała umrzeć, byle się ich pozbyć. Pomyślała, że otruje się sokiem, i zakradła się do piwnicy. Ale po wypiciu kilku szklanek poczuła odprężenie, a ból przestał jej dokuczać. Im więcej piła, tym stawała się weselsza; wreszcie odurzona zasnęła. Gdy zauważono nieobecność kobiety, zaczęto jej szukać, aż w końcu znaleziono ją śpiącą w piwnicy. Niewiastę przeniesiono do pałacu, gdzie spała jeszcze dwa dni – zapewne z wyczerpania po tylu bezsennych nocach. Kiedy służąca przebudziła, ze zdziwieniem stwierdziła, iż nad łożem pochyla sam król, zaniepokojony jej stanem. Opowiedziała wszystkim, że jej cierpienie minęło i że nigdy nie czuła się lepiej. Król był tak uradowany, iż sam postanowił spróbować „trucizny”. Na niego również trunek podział rozweselająco. Nazwał go „lekiem królów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *